Tyle się pozmieniało, że sam nie wiem, od czego mam zacząć?!
Wszystko na mojej głowie… dosłownie!

mms_img19165072500 mms_img-5736372390

Zaczęło się na wiosnę, kiedy wyszliśmy z Pańcią na nasz cotygodniowy spacerek,
z naszymi przyjaciółmi. Wszystko wydawało się po staremu, z daleka słyszałem już Simbę, widziałem merdające ogony Mańka i Isli.
Nagle dostrzegłem, nowego psa!
Był ogromny, wielki jak dąb!
I wtedy… poczułem, że za wszelką cenę muszę bronić i chronić moją Pańcię! Wszystkie zmysły podpowiadały mi, że ten wielki pies jest niestabilny, od Pańci wyczułem niepewność i kapkę strachu. Dłużej się nie zastanawiając skoczyłem na niego  całym pędem, dopadłem jego wielkiego czarnego grzbietu ,tym samym dając mu do zrozumienia, że od Pańci ma trzymać się z daleka, oj nie podobał mi się bardzo!
Poszliśmy na spacer… ale Pańcia zdecydowała, że musimy wrócić do domu, bo całą drogę nie spuszczałem nowego przybysza z oka, a jak tylko spróbował zbliżyć się do pańci… bliżej jak na 2 metry, od razu mu przypominałem, jakie są zasady.
Później w domu było mi trochę przykro bo Pańcia aż płakała. Łzy szczęścia to chyba nie były, bo pytała Pana co się ze mną dzieje, zastanawiała się jakie są przyczyny (jej zdaniem) mojego niestosownego zachowania.
No tak, bo jak tu korygować psa, nie znając przyczyny zmiany jego zachowania?
Moja obsesja ochrony Pańci co raz bardziej się nasilała, ja czułem, że coś jest nie tak, jak do tych czas! Żaden obcy pies, którego nie znam nie ma prawa podejść do Pańci. Musiałem się nią opiekować, ludzie to jednak z niczego nie zdają sobie sprawy… z niczego, gdy ja już wiedziałem, oni nadal żyli w błogiej nieświadomości. Wszystko musiałem wziąć w swoje łapy, całe noce, bez zmrużenia oka czuwałem przy Pańci, a ona… zamiast docenić, to jeszcze nie zadowolona, że ją co godzinę budzę!
Na prawdę myślałem, że lepiej się rozumiemy… na szczęście, Pańcia zadała sobie właściwe pytanie, w końcu poszukała przyczyny u siebie, bo przecież coś musiało zmienić się u niej, skoro ja zmieniłem swoje zachowanie!

20171104_142108

No…w końcu! O Eureko! zorientowali się o co mi chodzi!
Pan zaraz zabrał Pańcię do szpitala, chyba tak, bo jak wrócili to narzekała, że ktoś pobrał jej krew… ciekawe, czy też dostała coś dobrego do jedzenia, ja zawsze dostaję po ukłuciu :)!
Od tej pory, obowiązki, które spoczywały tylko na mnie, przejął Pan, i wszyscy w koło! A Pańcia wiedziała już jak skorygować moje zachowania, odciążyli mnie trochę, znowu wróciłem do dawnego stanu grzeczności, swobodnie biegam, bawię się z przyjaciółmi, oczywiście pilnuję, kto zbliża się do Pańci, ale już nie tak obsesyjnie!  

20171108_113600

Teraz mogę spać spokojnie, jak to wszyscy mówią, póki jeszcze można…


Opublikowano Fredi | Skomentuj

Grzybobranie

Kiedy pada deszcz…

leżę tak!
Ja nie należę do psów dowodnych, do Rikiego czy Nowofundlandów mi daleko. Ostatnimi czasy pogoda nas nie rozpieszcza, aby wywabić mnie na dwór Państwo muszą użyć podstępu. Kiedy jednak dam się już nabrać, po kałużach moje łapeczki chodzą niczym po rozżarzonych węglach a i moja obrażona mina mówi sama za siebie. Ostatnio mało jest okazji do prawdziwych spacerów, raz, że pogoda nie rozpieszcza, dwa z Pańcią dzieje się coś dziwnego, w związku z tym razem z Panem jakoś dziwnie się zachowują!
Pomimo tego, udało nam się wyjść w końcu do lasu (oczywiście przestało padać i z za chmur wyjrzało słoneczko)

szukałem i szukałem, węszyłem i węszyłem, w powietrzu unosił się dziwny zapach, mój wrażliwy nos od razu to wyłapał. Jak się później okazało ten specyficzny zapach wydzielają grzyby, których dość dużo jest w naszym lesie. Jak zwykle moja optymistyczna Pańcia podsumowała, że nie będzie bawiła się w szukanie grzybów, bo potrafi znaleźć tylko te, których się nie je!

Na szczęście był z nami Maniek, on pokazał mi, których grzybów szukać i przede wszystkim, gdzie ich szukać!
Pańcia w dalszym ciągu marudziła, mówiła, że chyba grzyby musiały by świecić, aby je znalazła!
Ja jednak od razu załapałem o co w tej zabawie chodzi.

mi też całkiem nieźle poszło!


i jeszcze jeden, takie cuda w naszym lesie?!
Rozkręcaliśmy się, czułem, że zaczynają boleć mnie łapeczki ale zabawa była tak świetna, że nie ustępowałem w poszukiwaniach!

cudny bukiet z darów lasu!
Trochę grzybów zostało jednak zebranych, podobno te są bardzo smaczne… podobno. Ale to co stało się później, gdy nasz udany spacer dobiegał końca, zaskoczyło wszystkich…

… tak, to znalezisko Pańci!
Już wiem co miała na myśli, twierdząc, że znajdzie grzyby dopiero wówczas, gdy te będą świecić, takich cudeniek to ja jeszcze nie widziałem, okoliczności przyrody sprawiły, że te piękne okazy rzeczywiście były niesamowicie oświetlone przez promienie słoneczne a Pańcia również mogła poczuć radość z zabawy w szukanie grzybów!

Opublikowano Fredi | Skomentuj

Wakcyjny wyjazd!

Wakacje, to czas w którym wielu właścicieli psów staje przed wyborem…
jechać na wakacje z psem czy bez niego?!
Moja Pańcia i Pan
nie mają takich problemów, w końcu jestem członkiem tego stada, jasne jest więc, że jedziemy wszyscy razem!
Moja walizka była zapakowana po brzegi, Państwo spakowali wszystko … co najważniejsze.

Podróż nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy, dlatego mam sposób na to, aby czas płynął szybciej! Sądząc po ilości spakowanych rzeczy, wiedziałem, że będziemy jechać wiele godzin, Pańcia wie czego mi potrzeba, zakryła mnie jak papugę i mogłem uciąć sobie drzemkę.
Jechaliśmy taką drogą, że samochód wciąż miał stała prędkość, Pan nie musiał co chwilę hamować i zatrzymywać się np. na światłach czy skrzyżowaniu, ta droga jak się później dowiedziałem to autostrada. W pewnym momencie, samochód wydał z siebie dziwny dźwięk hmmm nawet mnie wydało się coś nie w porządku, pomimo tego razem
z Panem w przeciwieństwie do Pańci zachowaliśmy powagę i pełen profesjonalizm.

Awaria okazała się na tyle poważna, że unieruchomiła nas na jakiś czas. To jest tylko samochód, rzecz… wiadomo, że mógł się popsuć, niestety moja Pańcia jest innego zdania. Dobrze, że jestem pozytywnie nastawiony do życia, próbowałem rozweselić Pańcię, mnie tam się podobało, w końcu mogłem rozprostować łapeczki, wytarzać się w trawce, czegóż chcieć więcej? Przecież wiadomo, że ktoś w końcu przybędzie nam z pomocą, już Pan o to zadbał, a Pańcia zamiast działać marudziła, że zamiast na plaży musi opalać się na autostradzie… cała Pańcia!

Miły Pan, który przyjechał nas uratować, zabrał nas na warsztat, gdzie od razu zabrał się do pracy i naprawiał nasz samochód. W tym czasie ja świetnie się bawiłem z miejscowymi dziećmi, Pańcia jednak nie potrafi się bawić, siedziała z nadętą miną i co robiła… maaarudziła! Dobrze, że Pan i ja jesteśmy tacy dzielni i nie zostawiliśmy jej tam na środku tej autostrady!
Kiedy ten miły Pan skończył naprawę samochodu ruszyliśmy w dalszą podróż… Pańci trochę już wtedy przeszło.
Gdy dojechaliśmy na miejsce byliśmy bardzo zadowoleni, Pańcia w końcu się uśmiechnęła, bo zdążyła na zachód słońca.

Ogólnie wyjazd był bardzo udany, tak udany, że uśmiech wciąż nam towarzyszył (nawet Pańci). Mieszkaliśmy w super miejscu, było dużo osób, które mnie bardzo polubiły, najbardziej Pani z kuchni, która codziennie szykowała mi pyszności na obiadek, nie mogę również zapomnieć o tych Paniach, które codziennie poprawiały mi kocyk w moim posłanku, codziennie musiały się ze mną przywitać, polubiłem je! Wszyscy mówili, że jestem bardzo grzecznym psem, Pańcia pękała z dumy! Codziennie rano chodziliśmy na dłuuugie spacery po plaży… podziwialiśmy piękno przyrody.


Po spacerach wracałem wykończony, łapeczki na piaseczku jednak szybciej się męczą!

Spanko miałem dobre, klimat mi sprzyjał. Gdy już się zregenerowałem, miałem siły na dalsze podboje i zabawę!

Fredo pirat!

A to, mewa Ewa!

Kto zostawia ciasto na tarasie… bez opieki?
Moja Pańcia!
Już ja lepiej bym się zaopiekował tym smacznym kąskiem!

Po tym incydencie, byłem czujny, nie mogłem pozwolić aby ta sytuacja się powtórzyła!
Wyjazd był na prawdę udany, można świetnie się bawić na wakacjach z psem, fajnie, że mogłem towarzyszyć Pańci i Panu i przeżyć tyle wspaniałych chwil!
Na pożegnanie z morzem zapozowałem jak profesjonalista…

 

Opublikowano Fredi | Skomentuj

Balanga u Teosia!

Jak sobie przypomnę, jak świetnie było na urodzinach Teodora! To do tej pory cieknie mi ślinka, był tort, zabawa i w ogóle było super, aaaa i prezenty też!
Może zacznę od początku!

Pańcia i Pan od Teodora i Rikiego wyprawili imprezkę urodzinową z okazji pierwszych urodzin Teosia, no i oczywiście ja jako najlepszy kumpel i moi Państwo zostaliśmy zaproszeni!
Razem z moim Panem wybierałem w  sklepie zoologicznym prezenty! Bo któż lepiej zna się na psich smakołykach jak nie ja! Jednak mam dobry gust bo zarówno solenizant Teo…

… jak i Riko…..

…..byli zachwyceni!
Najlepsze jednak dopiero miało nadejść, a mianowicie pyyyszny tort, któremu nie dało się oprzeć, bo przecież co to za urodziny, gdyby nie było na nich torta?!

Grzecznie!
Cierpliwie!
Wytrwale!
Wszyscy troje ja, Teo i Riko!
Czekaliśmy na znak, kiedy wreszcie będziemy mogli zjeść tego pysznego torta!
No i stało się mniammm…

Muszę przyznać, że było to przepyszne. Pałaszowaliśmy, aż nam się uszy trzęsły!

mniamu! mniami! mniamu!
A po zjedzeniu zdrowego i pysznego torta, nadszedł czas na zabawę!

naszą ulubioną zabawą z Teodorem są zapasy, możemy mieć w koło multum zabawek, ale i tak zabawa z przyjacielem to najlepsze co może być!
Mogli byśmy tak się bawić do białego rana!
Muszę przyznać, że urodziny Teosia bez dwóch zdań były udane!

Opublikowano Fredi | Skomentuj

Trzej muszkieterowie… Fredi, Riko i Teodor!

No, w końcu!
Wybraliśmy się z Riko i Teo na długi najlepszy na świecie spacer!
Dawno, nie byliśmy na tak fantastycznym i wyczerpującym spacerze. W końcu też pogoda nam dopisała, wszyscy byli zadowoleni, nawet moja Pańcia nie narzekała!

Ochoczym kłusikiem wbiegłem do mojego lasu na powitanie przyjaciół!

Byliśmy w swoim żywiole, zaczęliśmy bawić się w najlepsze, uwielbiamy grać
w ganianego i w berka, pomimo tego, że mam najkrótsze łapeczki wcale nie zostaję
w tyle, doskonale sobie daję radę, w końcu w małym ciele wielki duch!

Teo uwielbia bawić się z nami w chowanego, ale nosa Rikiego nie da się oszukać, zaraz wywęszy swojego pobratymca, przed naszymi Pańciami też się nie ukryje, widać go, w końcu ma odblaskową obróżkę, w której kameleonem raczej nie zostanie.

Po wstępnym szaleństwie i pierwszych zabawach zawsze jest pora na uzupełnienie płynów, odświeżenie się i zasłużony odpoczynek, oczywiście każdy z nas ma inną formę odpoczynku ja wolę zwolnić tempo i otrzymać zasłużone pieszczochy od Pańci, natomiast moi koledzy…

Wszystkie kałuże są atrakcyjne, błotna kąpiel zawsze odświeży, zwłaszcza, gdy słońce wschodzi na niebie coraz wyżej i daje nam się we znaki. Sądząc jednak po wybieranych przez naszych Państwo ścieżkach czuliśmy pismo nosem, przypuszczalismy dokąd zmierzamy, w sumie znamy las jak własną kieszeń, wiedzieliśmy, że to nie koniec kąpieli byliśmy bardzo niecierpliwi, nie mogliśmy doczekać się, aż w końcu dotrzemy nad wielką wodę (ja trochę mniej, osobiście wolę twardo stąpać po ziemi).

Spacer to nie tylko szaleństwo, po drodze spotykamy piękne roślinki, czasem zatrzymujemy się na dłużej, aby podziwiać to piękno!

Ha ha! coś dla mojej Pańci sławna rdzawka! Riko i Teo byli tam pierwsi, moja Pańcia oczywiście już sztywna, ja nie wiem co jej się tu nie podoba, przecież to największa atrakcja, a jednak zawsze jak się tu zbliżamy ona już robi się dziwnie spięta. Chociaż ostatnio nawet odpuściła powtarza tylko przez zaciśnięte zęby, że szampon i wodę w domu przecież mamy… więc o co chodzi?!
Jak tylko minęliśmy rdzawkę wiedzieliśmy, że duża woda jest coraz bliżej, co raz bliżej…

Mam kolegów ryby! Chłopaki w swoim żywiole, w końcu się doczekali! Ale ja również nie byłem gorszy i zamoczyłem się! Łowiłem sobie patyczki, które Pańcia chłopaków wrzucała mi do wody!

Brrrr brrr, jednak nie lubię ociekać z wody!
Nie to co Riko…

Cóż, o gustach się nie dyskutuje, ale i tak wszyscy byliśmy zachwyceni tym spacerem i weekendowym szaleństwem, co zresztą widać po naszych uśmiechniętych pycholach!

A kuku!

Odpoczynek w pięknej zieloniutkiej, świeżej trawie to jest to, po biegach i harcach w wodzie, jak najbardziej zasłużona forma odpoczynku, tak ładujemy baterie, bo czeka nas przecież jeszcze droga powrotna do domu!

Opublikowano Socjalizacja | Skomentuj

Górska wyprawa!

Wiedziałem… jak tylko zobaczyłem walizki! No pewnie, zawsze tak jest, tylko kilka dni wolnego i już ich gdzieś niesie, nie mogli byśmy spędzić tego czasu w naszym domku i na spacerach z moimi przyjaciółmi?!
Gdy zostałem „ubrany” w szelki, moje wszelkie wątpliwości rozwiały się, czekała nas podróż samochodem i weekend poza naszym domkiem!

Od razu wskoczyłem na przednie siedzenie, lecz moja radość nie trwała długo, jasna sprawa, że moja Pańcia ma bzika na punkcie bezpieczeństwa w samochodzie, tak więc musiałem spędzić podróż na tylnym siedzeniu zapięty w pasy. Nie było jednak aż tak źle, z tego względu, że Pańcia siedziała obok mnie i miałem całą drogę pieszczochy!

 

Czegoś takiego się nie spodziewałem!
Ciemne, lodowe piekło wróciło?! Nie chciałem wysiąść z samochodu, chciałem wracać do domu, jednak Pańcia nalegała, abyśmy wysiedli. Jak tylko to zrobiłem moja lewa łapeczka zaczęła kuleć, tak nie lubię śniegu, jednak po paru krokach zapomniałem się i kuleć zaczęła prawa łapeczka! Wtedy Państwo już wiedzieli, że konfabuluję, miałem nadzieję wziąć ich na litość może wtedy byśmy wrócili do domu. Jednak zauważyłem, że Pańcia też zaczyna kombinować, ona również nie przepada za zimą, zaczęła marudzić że buty jej przemakają (dobrze, że nie wybrała się w sandałkach), nie rozumiem ona w butach a ja gołymi łapeczkami po śniegu i kto tu ma większy powód do narzekania?!

Gdy obudziliśmy się rano, za oknem nastąpiła diametralna zmiana. Ciemne, lodowe piekło zniknęło. Tak więc wziąłem spraw w swoje łapy i zapragnąłem wyruszyć na długi spacer, co prawda bez szaleństw z przyjaciółmi, ale spacerem nigdy nie pogardzę. Na terenie był co prawda inny pies, lecz nie przypadliśmy sobie do gustu.
Wyruszyliśmy więc z Pańcią na szlak!
Pan dał nam tak zwane fory! Stwierdził, że mamy wyjść godzinę wcześniej, a on dojedzie w umówione miejsce. Pan to taki mobilny turysta, ale cóż, co kto lubi.

do startu… gotów… start!

Biegłem i biegłem, wciąż pod górę, ale dzięki temu zdobyłem twierdzę!
Najpierw jedną…

…później drugą!

Przyszedł czas na zasłużony odpoczynek, w końcu wdrapałem się na sam szczyt góry. Pańcia chciała dać mi pić świeżej wody, lecz ja zaspokoiłem już swoje pragnienie w orzeźwiającym górskim strumieniu!
Podczas odpoczynku podziwialiśmy piękne widoki, roztaczające się w koło nas.

Zrobiłem sobie nawet małą sesyjkę fotograficzną!

Kiedy nabraliśmy już nowych sił, trzeba było zejść na dół, no tak w końcu byliśmy w górach, ale jak udało nam się w jedna stronę, to zejście też nie sprawiło nam większych problemów, aczkolwiek schodząc naszym szlakiem musieliśmy bardzo uważać, gdyż było dość stromo, bałem się, że ześliznę się na sam dół. Ale cóż, w końcu jestem szybki, zwinny i mam łapeczki mocne, nie od parady, fantastycznie dałem sobie radę, nawet lepiej jak niektórzy inni turyści, którzy nie do końca sobie radzili, no tak w trampeczkach po górach, to musiało się tak skończyć!

Kiedy szlak zrobił się łagodniejszy poczułem głód, bieganie po górach jednak męczy, marzyłem o swojej miseczce wypełnionej przepysznym obiadkiem. Co prawda Pańcia miała ze sobą kilka ciasteczek, ale kto by się najadał przed obiadem?!
Pan w sumie miał dobry pomysł, ze swoja mobilną wyprawą, bo gdy my z Pańcią schodziliśmy naszym szlakiem, Pan w tym czasie zamówił nam z Pańcią pyszny cieplutki i smakowity obiadek!
Tak więc gdy tylko weszliśmy do karczmy wspaniałe dania już na nas czekały.

Jak najszybciej opróżniłem zawartość swojej miseczki, liczyłem, że dostane coś od Pańci, ona jednak jest nie ugięta, nie wzruszam jej gdy domagam się ludzkiego jedzenia, natomiast pod tym względem wole jednak Pana… on zawsze da mi skosztować jakiś rarytasów, tak więc suma summarum, wyszło na moje.

Opublikowano Podróże | Skomentuj

„Bajka”

Coś przeczuwałem, nie wiedziałem jednak co mnie czeka.
Potrafię odróżnić dni tygodnia… był piątek… oczekiwałem na budzik i nasz codzienny rytuał wstawania (Pańcia otwiera oczy i narzeka że znowu musi wyjść w to ciemne, lodowe piekło, chodzi jej pewnie o to, że musi iść ze mną na dwór, ale to przecież dla niej czysta przyjemność, więc do końca nie wiem o co jej z tym chodzi), budzik jednak nie zadzwonił, tak więc nie mogłem dopuścić do tego, żeby Państwo spóźnili się do pracy! Kiedy obudziłem Pańcie wyszliśmy na dwór i o dziwo byłem dłużej niż zawsze, po powrocie już wiedziałem…. Pan wyciągnął walizkę! Ale tego co mnie spotkało nie brałem jednak pod uwagę… pojechali beze mnie… ja zostałem u znanych mi ludzi, rodziców…

w tym czasie Pańcia i Pan,

znakomicie się bawili! Już widziałem, gdy pakowali swoją walizkę (której wyjątkowo nie lubię, bo zawsze coś) Pańcia pakowała ciuszki inne niż te, w których wychodzimy do lasu.
Cała Pańcia musiała zrobić sobie zdjęcie przy scenie, dobrze, że jeszcze nie weszła na nią, lecz osobiście nie wiem co oni w tym widzą, cóż może być bardziej interesującego a niżeli czas spędzony ze swoim psem?!

dowiedziałem się dopiero po powrocie, gdzie moje stado było! W sumie znam tego człowieka z telewizji Pańcia co wieczór ogląda te programy, później tak mi się bynajmniej wydaje wypróbowuje na mnie te wszystkie metody. Ale ja przecież jestem bardzo grzecznym psem, nie mam sobie nic do zarzucenia… no czasem zdarzy mi się że ogłuchnę ale to bardzo rzadko! Wiem jedno Pańcia jest zachwycona tą eskapadą, ja jednak pozostanę przy oglądaniu programów telewizyjnych i dobrej lekturze.

Mam jednak nadzieję, że nie doczekam już dnia, w którym zobaczę walizki, Państwo wyjadą a ja zostanę u rodziców, jednak co stado to stado my musimy trzymać się razem. Ale widząc radość Pańci jakoś im to wybaczę! Pan zdobył nawet dla Pańci autograf (cokolwiek to jest) tego Pana z telewizji, nie wiem jednak czym ta moja Pańcia się tak zachwyca, ale skoro jej się podoba to mnie również!

Opublikowano Fredi | Skomentuj

Świąteczny czas jest bardzo wyjątkowy, postanowiłem więc dostosować się!
Nie wiedziałem, że święta mogą być takie fajne, to już moje trzecie ale jak dotąd najfajniejsze, najważniejsze jednak jest to, że możemy być wszyscy razem ja i moi Państwo. Oczywiście nie zabrakło moich porannych spacerów z przyjaciółmi. Oprócz tego, ku mojemu zdziwieniu uczestniczyłem w wigilii, jestem prawdziwym członkiem rodziny, co bardzo mnie cieszy.

Jak by nie było przy stole również potrafię się zachować, musiałem sprawdzić co kto je, ale niestety spóźniłem się bo nic nie zostało. Pańcia i Pan nie pozwalają jeść mi ze stołu potraw, które przygotowane są dla gości, ale jak to ja musiałem znaleźć jakieś słabe ogniwo, które uległo by mojemu urokowi i poczęstowało mnie ludzkimi pysznościami… no niestety nic mi się nie oberwało, bo Pan zdążył już poinstruować wszystkich że jadam tylko ze swojej miski, którą Państwo wzięli na wigilię, tam miałem swoje jedzonko i to musiało mi wystarczyć. Najlepsze dopiero było przede mną! W tym roku musiałem być wybitnie grzeczny, gdyż dostałem moc prezentów, tylko dla mnie! Miła ta gwiazdka, oprócz tego, że przyniosła mi prezent na naszą wigilię to zostawiła jeszcze paczuszki w domu Rikiego i Teodora, coś dla mnie znalazło się nawet w domu u Chestera!

Dostałem nowy szarpak, to ulubiona zabawa moja i Pana! Tego nigdy za wiele, uwielbiam się z nim bawić! Mam tez przecudowną nowa obróżkę, Pańcia jest zachwycona, podobno to jej wymarzona … zastanawiam się tylko, skąd ta gwiazdka wiedziała, jakie prezenty są tymi upragnionymi i przydatnymi hmmm.
Pańcia też musiała być grzeczna, bo i ona została obdarowana, oczywiście jej prezent tematyką ściśle związany jest ze mną tu dopiero zachodzę w głowę, skąd ta gwiazdka czerpie pomysły no i skąd ona to wszystko wie!?

Pańcia była zachwycona! Pan też dostał prezenty z tego wniosek, że wszyscy w tym roku byliśmy bardzo grzeczni, w przyszłym roku postaram się być jeszcze grzeczniejszy!

To był dzień obfity w niespodzianki, od rana byłem na łapach, nie dane mi było wylegiwanie się. Ale jak już wróciliśmy do domu i Państwo poszli spać, w końcu mogłem rozprostować łapki, nie spałem jednak, czuwałem… bo przecież pilnowałem, kiedy będzie północ! Państwo smacznie spali, miałem w planach obudzić ich i przemówić ludzkim głosem, lecz nie wcieliłem w życie mojego planu, po pierwsze, znam Pańcię zanim zdążył bym cos powiedzieć, ona by się darła że ją budzę w końcu to moja Pańcia to do przewidzenia, po drugie i chyba najważniejsze doszedłem do wniosku, że mogę spokojnie zasnąć, bo żeby porozumieć się z Państwem wcale nie muszę czekać na północ, my przecież rozumiemy się cały rok!

Opublikowano Fredi | Skomentuj

Przyjęcie urodzinowe!

Rano po spacerze z przyjaciółmi byliśmy z Pańcią w sklepie zoologicznym kupić prezent dla mojej koleżanki Holi, w końcu skończyła rok!
Jak by nie było, pozwolono mi osobiście wybrać prezent dla koleżanki, zacząłem więc od smakołyków później wybrałem zabawkę.
Nie wiedziałem, że aby wyjść na przyjęcie pierw trzeba się tyle szykować! Pańcia wyczesała mnie, wystroiła w moją nową odblaskową obrożę abym ładnie się prezentował.
Kiedy nadszedł wieczór, razem z Pańcią byliśmy na wspólnym spacerze z Holi i oczywista sprawa z jej Pańcią, aby nas trochę wymęczyć … niedoczekanie, pokazaliśmy z Holi na co nas stać!

Ileż było prezentów! Holi od razu zabrała się za rozpakowywanie… ależ ona ciekawska! Tyle zabawek i smakołyków! Ale jak na prawdziwą solenizantkę przystało, pozwoliła mi na wspólną zabawę nowymi urodzinowymi zabawkami!

Holi też była wystrojona, jak na dziewczynę przystało, prezentowała się wyśmienicie. Zabawy nie było końca. Inni zaproszeni goście patrzyli ze zdziwieniem, na nasze szaleństwa, myśleli, że po kilkunastu minutach zabawy się uspokoimy… ale Pańcia od razu wyprowadziła ich z błędu, w końcu kto jak nie ona zna mnie najlepiej.

Gdzież mogło by być lepiej jak nie w łóżku, Holcia również jest pieszczochem
i uwielbia to miejsce, próbowałem odebrać jej kiełbaskową zabawkę, ale niestety nie udało mi się, jest silniejsza ode mnie, nie da się ukryć!
Ale najlepsze dopiero miało nastąpić…

Pańcia od Holi przygotowała zjawiskowy tort, jakiż on był pyszny!
Każde z nas dostało własną miseczkę z tortem, ja nie zdążyłem zjeść całego bo Holi niestety ale jadła szybciej ode mnie, nie dość, że zjadła swoja porcję to jeszcze wepchała się do mojej miski i spałaszowała to co mi w niej pozostało! Ale wiem, że solenizantce trzeba ustąpić, zdążyłem się podelektować więc nie mam jej tego za złe.
Bardzo mi się podobało to przyjęcie urodzinowe, nie zabrakło niczego. Zmęczenie poczułem dopiero gdy wróciliśmy do domu. Od razu wskoczyłem do swojego ciepłego łóżeczka i otuliłem się pachnącą pościelką i zapadłem w mocny, głęboki sen.

Opublikowano Fredi | Skomentuj

Lubię sobie pospać, ah najlepiej w łóżeczku wtulony w Pańcię, lecz dziś rano obudziły mnie dziwne dźwięki, a że jestem czujnym psem, wylazłem z pod kołdry aby rozeznać, co to może być „szuru szuru” dziwne, przeciągnąłem się, ziewnąłem i nadal to słyszę… „szuru szuru” hmmm odgłosy te dochodziły z dworu… dopiero po jakimś czasie uzmysłowiłem sobie, że to przecież ludzie skrobią szyby w samochodach bo w nocy był mróz, a to oznacza… że musze budzić Pańcię bo szykuje się niezła zabawa, wiedziałem również, że zdążymy spotkać się jeszcze z moimi przyjaciółmi!
I nie pomyliłem się, poranny mrozik sprawił, że nasza okolica wyglądała magicznie, niesamowite widoki i pejzaże natury, i po cóż wyjeżdżać i szukać ciekawych miejsc, skoro niesamowite piękno mamy tuz pod nosem!

magia…

I co nawet w telewizji tego nie pokazują, prawda, że czasem lepiej jest zwlec się z łóżka i pospacerować trochę.

Nie tylko mnie się podobało, moi przyjaciele tez byli zachwyceni!

nie ma nic lepszego jak woda z lodem… podobno najzdrowsza :) Rodo musiał więc ugasić swoje pragnienie… jednakże jego Pańci się to nie spodobało, jak dotąd myślałem, że tylko moja potrafi się tak wydzierać :)

po zregenerowaniu sił Rodo spokojnie wrócił do szaleństw, Badi się trochę rozmazał, bo jest żywym srebrem, i mojej Pańci na prawdę ciężko było wychwycić chwilę, kiedy stoi nieruchomo… niemożliwe do wykonania.

Misia tak szalała, że aż uszy jej podskakiwały! Nie miała czasu pozować do aparatu jak jest tyle lepszych rzeczy do zrobienia!

no właśnie, lepiej powęszyć albo wymazać się w kałuży tak jak zrobiła to Pila, bo przecież to jest dla nas naturalną rzeczą i cieszymy się bardzo, że możemy to robić! Oczywiście Badi przeleciał nad dziewczynami jak meteor, ale no cóż taki już jego urok.

Wędrujemy i wcale nie jest nam zimno w łapeczki. Maniek jak zawsze skupiony, pilnuje swoich psich pobratymców. Ale też zdążył już owinąć się w zaszronione pajęczynki.

Jedynie Simba zapozował jak na modela przystało, może dla tego, że była to już końcówka spaceru i trochę się zmęczył.
Ale jak by nie było, trzeba się trochę zmęczyć, aby po przyjściu ze spaceru móc docenić ciepełko w domku oraz pełną miseczkę!
Na pewno wszyscy moi przyjaciele wrócili ze spaceru zadowoleni i szczęśliwi, bo o to przecież w tym wszystkim chodzi, żeby być psem!

 

Opublikowano Socjalizacja | Skomentuj